Wiliam Vangoh

Wiek: 32
Płeć: Mężczyzna

Charakter

Wiliam to naprawdę dziwna osoba. Wszystko to przez jego rozdwojenie jaźni z którym zmaga się codziennie. Nawet nie jest tego świadomy, bo jego osobowości żyją w przekonaniu, że są same.
Z jednej strony mamy poważnego i opanowanego w swoich czynach mężczyznę. Nie zawaha się on zrobić wszystkiego, by dojść do swojego celu. Nawet jeżeli miałby iść po trupach. Skąpy, niepozwalający sobie na żadne większe wydatki. Ceni i oszczędza każdy grosz na lepsze jutro.
Zdaje sobie sprawę z tego, że każde jego działanie niesie za sobą konsekwencje i jest gotów je ponieść. Żywi ogromną nieufność do innych ludzi i trzyma ich na dystans, by nie zostać skrzywdzonym. Twardo stąpa po ziemi analizując chłodno każdą sytuacje.
Z drugiej mamy niewinnego chłopca pełnego marzeń. Cynamonową bułeczkę, która odwzajemnia każdy miły gest dwukrotnie. Wydaje się z początku nieśmiały, ale jak się do niego dotrze jest energiczny i pełen tematów do rozmów.
Można go wręcz zaliczyć do osób infantylnych.
Kocha bardzo mocno. Jeżeli się do kogoś przywiąże nie odpuści.

Obie te osobowości łączą dwie cechy. Skrajnie niska samoocena i ogromna schludność.

Historia:

Ojciec Wiliama wychowywał się bez rodziciela. Został oddany w pełni jego matce. Uczciwej kobiecie, która nie miała tak, jak on dobrej sprawności ale bujną wyobraźnie. Wręcz chorą. Wszczepiła w syna zamiłowanie do nauk ścisłych by ten miał dobry zawód gdy dorośnie. Nie chciała by został tym złym. Ten usłuchał matki i sam się wyprowadził tuż po ukończeniu 18 lat. Tego samego dnia jego ojciec zmarł na wskutek wypadku z tirem. Nie przejął się tym, gdyż był zbyt zafascynowany swoimi badaniami, nie przybył nawet na jego kremacje zwłok. Może gdyby go kiedyś odwiedził to i on zrobiłby to samo. W liceum poznał już matkę Vangoha. Veronice Casandrę. W klasie należała do osób popularnych. Zakochali się w sobie po mimo, skrajnych charakterów. Oboje się przez to mocno zmienili, ale na gorszę. Stali się parą która częściej na siebie wrzeszczy niż rozmawia. Zamieszkali w jego mieszkaniu do którego się przeprowadził. Było one w biednej okolicy pełnej złodziei. Sam kącik miał tylko cztery pomieszczenia z czego jedne to była pracowania do swoich wielkich „badań”. Ślub nie był zaakceptowany przez żadną ze stron. Wiedzieli już od początku, że ten związek będzie mocno toksyczny. Jednak ci zrobili swoje w końcu są już „dorośli”. Ślub urządzili sobie więc sami z dużą ilością alkoholu nazywanego wódką. Miesiąc później przeżyli oboje spory szok. Veronica niespodziewanie zaszła w ciąże. Ich relacja pogorszyła się niesamowicie.
Oboje postanowili go wychować jak należy. Jednak o ciążę matka nie potrafiła zadbać. Tak, jak paliła i piła to robiła to dalej z tym wyjątkiem, że jej rósł brzuch szybciej niż powinien. Przez to Wiliam urodził się bardzo słabiutki. Jednak się tym nie przejmowali. Uznali, że może kiedyś dorośnie i będzie się nimi zajmować? Pewnie tak w końcu fundujemy mu dach nad głową! W tym samym myśleniu kompletnie zapomnieli o potrzebach syna tuż po jego urodzeniu. Ojciec zbyt zajęty inwestycjami kupił najtańszą kołyskę jaką mógł na bazarze. Była z drewna nie przystosowana do potrzeb małego i tak już słabego dziecka. Umieścili go w niej z wieloma kocami. Zaglądali dopiero gdy zaczynał płakać, gdyż jako niemowlak był bardzo spokojny, jakby wiedział w jakiej sytuacji się znalazł i prawdopodobnie się nigdy nie zmieni. Martwiło to czasem matkę w obawie, że dzieciak się rozchorował po dwóch miesiącach zaczęła go podrzucać w rękach, by sprawdzić czy daje już ludzkie odruchy czy słowa, które kompletnie olała nawet nie próbując go nawet uczyć. Ten jednak sam próbował mówić słuchając ciągłych kłótni rodziców jego pierwsze słowa były przekleństwem, mówione tyle razy przez ojca i matkę. Najczęściej w nocy gdy chcieli spać. Nie zadowoliło to matki, która po usłyszeniu jego pierwszych słów rzuciła nim do kołyski. Oczywiście potem żałowała swojego czynu i by jakoś mu to wynagrodzić kupiła mu smoczek. Kupiła tani smoczek-lizak w pierwszym lepszym sklepie na rogu z jedzeniem. Tak minęły mu dwa dość nieprzyjemne lata. Mając już dwa latka nauczył się chodzić z pomocą ojca. Rodziciel uczynił tak niby z dobroci serca, ale tak naprawdę tylko po to by dzieciak mógł się czymś zająć. Matka natomiast przestała się też jakkolwiek interesować dzieciakiem przez prace z której potem została zwolniona.
Przez swoje wybuchy w pracy. Była niekulturalna dla klientów, a swoim koleżankom robiła "zniżki"
Po wylaniu zatraciła się w zakupoholizmie. Stracili całe oszczędności i popadali w ogromne kredyty i długi. Postanowili, że gdy synek dorośnie to weźmie je na siebie jeżeli oni nie dadzą rady tego spłacić sami.
Pierwsze problemy chłopca pojawiły się w przedszkolu. Posłali go tam przy pierwszej lepszej okazji.
Malec już pierwszego dnia na nikim nie zrobił wrażenia wszyscy wręcz traktowali go jak powietrze. Niczym się nie wyróżniał. Nie chciał się też z nikim bawić i wolał być sam. Pierwszy raz gdy ktoś starał mu się wyrwać jogurt przy podwieczorku. za bardzo go przycisnął i wylał go na swojego przeciwnika. Typowa sytuacja za którą jak zwykle odpowiedział on. Żałował bardzo swego czynu, ale już z tyłu głowy tliła się myśl, że i tak sobie na to zasłużył. Czekając na rodziców siedział resztę dnia w kącie lekko ciągając nosem i czasem szczypany przez innych kolegów. Tylko w tej sali mógł tak właściwie cokolwiek zjeść bowiem w domu nigdy nie czekał na niego ciepły obiad zupa i kolacja. Matka go odwoziła pod blok odjechała i tyle właściwe z ich rozmowy. Wyjątkiem były weekendy czy późne godziny nocne. Wtedy rodzice najczęściej się kłócili. Był świadkiem ich kłótni i bójek tak wiele razy, że nie mógł tego zliczyć. Bardzo z tego powodu na młodość dalszą ucierpiał. Kierował się od razu do salonu gdzie miał też pokój. Spędzał czas oglądając telewizje i powoli ucząc się czytać z tego co zapamiętał na zajęciach. Nie miał elementarza jak inni uczniowie więc czytał o modzie Veronicy.
W przedszkolu w następnych dniach nie było za różowo zabawki jakie udało mu się zabrać były po prostu popsute i nikt nie pomyślał o tym by je chociaż wyrzucić by nie robić mu nadziei. Przedszkolanka często wychodziła, musząc z kimś porozmawiać, wtedy dzieciaki biły się najczęściej ofiarą popychanek był zazwyczaj Wiliam i inne szare myszki. Spośród nich poznał pierwszą znajomą Larysę. Wydawała się być inteligenta i miła. Udało mu się nawet zaprosić ją do domu. Matka jej jednak nie wpuściła przez co ta zemściła się roznosząc plotkę, że Wiliam jest dwulicowy i nie szanuje kobiet. Przetrawił to w środku. Nie miał pomocy wśród swoich rodziców, więc ze swoimi problemami był raz w miesiącu zawożony do babci. Z nią czuł się o wiele lepiej. Wiedział, że ona go rozumie i naprawdę może mu pomóc. Ona opowiedziała mu o Testris. W ostatniej jednak klasie przedszkolnej, kiedy został znowu do niej zwieziony przez matkę. Spędził z nią cudowny czas, aż ta po prostu zasłabła w drodze do kuchni. Zadzwonił na kartkę z starego telefonu stacjonarnego jaki posiadał. Zgodnie z poleceniami wydawanymi przez słuchawkę poprosił o pomoc sąsiadów i robił co mógł. Jednakże zmarła na zawał serca. Rodzina mocno to przeżyła najbardziej ojciec, który w tym czasie lekko się zbliżył do syna i go pocieszył. Tak minęło przedszkole. Podwózki skończyły się już po pierwszy dniu. Rodzice uznali, że jest już dorosły i może chodzić sam do podstawówki. Wyglądał jak dość biednie. Z daleka było widać, że pochodzi z marginesu społecznego. Przez co był obiektem do wyzywania przez inny i wytkania palcami. Nie był w tym sam mnóstwo dzieciaków tak jak on było w tym samym bagnie. Nauczyciele zazwyczaj to ignorowali. Oprócz wychowawcy ten starał się pogrozić coś zrobić, ale tylko pogarszał sprawę. Pewnego razu urządził nawet wycieczkę do innego miasta, by pozwiedzać. Uważał, że dzięki temu klasa się zintegruje. Dzieciaki były zachwycone. Wiliam nie mógł pojechać. Rodzice nie mieli bowiem pieniędzy na jego wycieczki. Wytłumaczyli się wychowawcy, że dbają o bezpieczeństwo syna i nie chcą by coś mu się stało. A on to łyknął jak pelikan. Wtedy został na cały dzień w bibliotece, bo strasznie nie chciał być w świetlicy. Natrafił w bibliotece na książki o Testris. Pochłonęło go czytanie o niej po mimo, że teksty należały do staroci . Mógł się zrelaksować i po prostu poczuć lepiej. Żałuje do dziś, że nie pojechał na absolutnie żadną wycieczkę. Czas ten poświęcał na naukę.
Ojciec zawsze to doceniał i dał mu w nagrodę raz lub dwa razy jakieś narzędzie z warsztatu, mając nadzieje, że tak jak on zacznie kochać badania nad wszystkim
i niczym jednocześnie.
Było zupełnie na odwrót i bawił się narzędziami w dom co go zawiodło.
Po lekcjach zajmował się czasem ogródkiem za nim. Pokochał przyrodę i się z nią czule opiekował. Na badaniach okresowych u pielęgniarki swego czasu po zważeniu wezwano do szkoły jego rodziców gdyż miał niedowagę, wręcz wskazywało to na wychudzenie. Chciano skierować tą sprawę do opieki społecznej jednak matka zrzekła się tego i obiecała poprawę. Tak też zrobiła. Pozwoliła chłopakowi samemu sobie gotować. Namęczył się przy tym okropnie, ale dało to dobre efekty.
Chciał swoimi umiejętnościami pochwalić w szkole, więc zrobił pewnego razu babeczki w kształcie kotków w dniu swoich urodzin. Zyskał wtedy chwilowe uznanie wśród innych, ale tylko chwilowe, gdyż w jednym z wypieków znaleziono paznokieć. Oskarżono go o próbę otrucia innych, ale wychowawca zareagował w porę i nie doszło do poważniejszych konsekwencji. Podczas powrotu jeden z grubszych dzieciaków faktycznie myślał, że został otruty. Dogonił, więc Wiliama i go chciał pobić.
Było to już w pobliżu domu i miał szczęście, że jego kochany ojciec był w pobliżu i poszedł mu na pomoc. Skończyło się tym, że do teraz ma poważną kontuzje kostki.
W końcu uciekł z domu. Zatrudnił się w kwiaciarni, znajdując spokój w kwiatach. Chodził często do lasów.
Wynajął skromną kawalerkę w bloku, ale jego życie dalej nie miało sensu. W myślach rozmawiał z Testris oddając się jej. Aż nie otrzymał błogosławieństwa i jego życie wywróciło się o 180 stopni.

Spokrewnione osoby:

Dziadek: Wiliam Vangoh. Nie żyje, ale za życia był nigdy nie był po stronie dobra. Działał jako przestępca. Nie bał się porzucić wszystkiego dla sprawy.

Babcia: Susan Vangoh. (Nie żyje) Przejęła pokornie nazwisko po mężu. Od początku szczerze kochała go i zawsze dażyła szczerym niezłamanym uczuciem. Nawet kiedy odszedł nie mogła być na niego zła. Kochała nauki ścisłe i wpoiła swojemu synowi. Wnuka natomiast traktowała jak oczko w głowie, aż do śmierci.

Matka: Veronica Vangoh (na panieńskie Kasandra) . (52 lata) ledwo przejęła nazwisko po ukochanym, a bardzo naciskała na swoje. Zawsze jest wybuchowa i opryskliwa. Kiedyś pracowała jako ekspedientka w ikeii, ale została zwolniona i żyje sobie za zasiłek, kupując wszystko co się błyszczy. Przypomina trochę srokę. Wraz z 50 strasznie zdziadziała i narzeka na młodzież podczas kupowania nie potrzebnych drogich drobiazgów.

Ojciec: Abelard Vangoh (53) Jest pracocholikiem. Można by powiedzieć, że to dobrze! Jednakże nie w momencie kiedy w domu tworzy długo jakieś maszyny nie zarabiając na nich ani grosza.

Bóstwo:

Oddał się Testris i od niej otrzymał dar.

Umiejętności:

Kiedy otrzymał błogosławieństwo zaczął nie tylko chodzić, ale i biegać po lasach i ciężko dostępnych miejscach. Jest szybszy niż przeciętny człowiek.

Zna się na grzybach, kwiatach, ziołach. Wszystkim co jest związane z roślinnością.

Moc:

Wiliam potrafi na swoim ciele tworzyć rośliny wszelakiego rodzaju i dowolnej wielkości (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku), czy części. Pozwala mu to, więc na przykładowo pokrycie się kolcami róż, albo mchem. Zazwyczaj tworzy je na naskórku, by nie wyrządzić sobie krzywdy. Jednakże lepsze jest tworzenie ich w swojej skórze lub mięśniach. Jest to efektywniejsze, ale wywołuje potworny ból. Na przykład przebijanej żywcem skóry lub mięśni. Rośliny po zniknięciu nie zostawiają śladu, ale ból potrafi się utrzymywać nawet do kilku dni.
Najlepszą na to kontrą jest oczywiście ogień.

Przedmioty:

-Posiada mały automatyczny nożyk do grzybów. Czasem go używa do podcinania innych roślinek.
-portfel.
-nokia.
-brązowa kurtka.